Świąteczny kogut w rosole

Comment

Boston i ciekawi ludzie
20160322_150733

Mateusza Wojtasińskiego zobaczyć można na scenie Teatru Polskiego, gdzie gra między innymi w sztuce „Kogut w rosole. Niedawno artysta odwiedził Akademię Językową Boston, dzięki czemu mogliśmy porozmawiać z Mateuszem o pracy aktora, przygotowaniach do roli cudzoziemca, Wielkanocy i… rozwożeniu pizzy w Grecji.

2

Przy Twoim nazwisku często pojawia się określenie „tancerz”. Tymczasem w teatrze występujesz raczej w roli aktora. W związku z tym nasuwa się pytanie, czy jesteś faktycznie tancerzem, aktorem czy może każdym po trochu?

Sam czuję się po prostu artystą. Skończyłem szkołę muzyczną, więc duża część mnie wypełniona jest muzyką, ale także właśnie tańcem i aktorstwem. Spektakl czysto aktorski daje mi ogromną radość, tak samo jak zatańczenie spektaklu w teatrze tańca czy nawet granie na gitarze w domowym zaciszu. Ale to, co mnie najbardziej cieszy to możliwość łączenia tych rzeczy. Jeżeli sztuka pozwala mi połączyć aktorstwo z tańcem czuję się spełniony. Fakt, że określa się mnie mianem tancerza może wynikać z tego, że skończyłem szkołę, która  w środowisku teatralnym przede wszystkim kojarzona jest właśnie z tańcem i ze Śląskim Teatrem Tańca. Myślę, że to jest powód, dla którego nie tylko mnie, ale niemal wszystkich studentów czy absolwentów tej szkoły nie do końca słusznie określa się mianem wyłącznie tancerzy.

W ilu teatrach i spektaklach można Cię aktualnie oglądać?

Gram w teatrach w Bielsku-Białej, Chorzowie i Krakowie. Moim teatralnym domem jest jednak Teatr Polski w Bielsku-Białej – to tutaj dostałem możliwość debiutu zarówno tanecznego, w spektaklu „Zorba” w reżyserii Witolda Mazurkiewicza, jak i typowo aktorskiego, w „Kogucie w rosole” w reżyserii Marka Gierszała. „Kogut w rosole” jest tak naprawdę jedynym spektaklem, który gram w teatrach w Chorzowie i Krakowie. W Bielsku oprócz dwóch wymienionych wcześniej można mnie jeszcze zobaczyć w spektaklach „Sześć wcieleń Jana Piszczyka”, „Boeing, Boeing” oraz „Makbet”.

Ta różnorodność na pewno wymaga odpowiednich predyspozycji – jednego dnia wcielasz się w jakąś postać, a następnego musisz stać kimś zupełnie innym, wejść na nowo w rolę, nie pomylić tekstu.

Teksty trzeba sobie w głowie poszufladkować i wiedzieć, którą z szuflad otworzyć danego dnia. Dla mnie osobiście nie jest to trudne, teksty się nie mieszają. Trudność w moim przypadku polega na utrzymywaniu stałej formy zarówno aktorskiej jak i tanecznej. Jeżeli przez miesiąc nie gram spektakli tanecznych nie mogę sobie pozwolić na zaniedbania w tej kwestii. To samo dotyczy pracy nad warsztatem aktorskim – jestem młodym aktorem, cały czas pracuję nad wyrazem artystycznym, dykcją i tak dalej. Na każdy z tych treningów muszę znaleźć czas, co przekłada się na określony styl życia.

mat port2

Jako że jesteśmy w szkole językowej, to musimy porozmawiać trochę o nauce języków. Tak się składa, że w „Kogucie w rosole” grasz cudzoziemca, Czeczena, który dopiero uczy się języka polskiego. Czy w przygotowaniach do tej roli pomogły Ci jakieś własne doświadczenia?

Tak. Mam rodzinę w Grecji, która często przyjeżdża do Polski, ja sam też raz do roku ich odwiedzam. Moi greccy kuzyni cały czas uczą się polskiego i mają bardzo zabawny akcent. Obserwowanie ich pozwoliło mi na stworzenie prawdziwej, a jednocześnie właśnie zabawnej formy języka, którym posługuję się na scenie. Drugą rzeczą było słuchanie nagranego na płycie słownika czeczeńsko-niemieckiego, który reżyser Marek Gierszał przywiózł z Niemiec. Nasłuchanie się języka czeczeńskiego w połączeniu z zapożyczonym od moich greckich kuzynów akcentem pozwoliło mi uzyskać efekt, który można zobaczyć w spektaklu.

Jedną z najlepszych metod na naukę języka obcego jest obcowanie z nim w jego naturalnym środowisku. Dlatego dużą popularnością cieszą się kursy językowe za granicą czy programy typu „work & travel”. Ty jak wspomniałeś masz rodzinę w Grecji i raz do roku jeździsz do tego kraju. Można zatem przypuszczać, że mówisz po Grecku?

Próbuję mówić. Moja rodzina w Grecji prowadzi dwie pizzerie i kiedy do nich jeżdżę, to pomagam im w pracy rozwożąc pizzę. Szybko nauczyłem się podstawowych zwrotów niezbędnych przy tym zajęciu, takich jak „dzień dobry” czy „dziękuję”. Kiedyś też często kupowałem orzeszki ziemne u pewnej pani, która pracowała na campingu. Wiedziałem, że jak do niej przyjdę i powiem „Kaliméra, fistíkia, efcharistó” to dostanę to czego chcę. Niestety nie potrafiłem wtedy kupić niczego poza orzeszkami.

2016-03-22 16.38.03

Dzielisz swój czas między Bielsko, Bytom i rodzinne strony. Gdzie spędzisz Wielkanoc?

Święta zawsze obowiązkowo spędzam z rodziną, w Łysej Górze koło Tarnowa. Bez względu na to, czy ktoś jest osobą wierzącą czy nie, to okres świąteczny jest czasem specjalnym. Chyba każdy z nas zanim wyfrunął z rodzinnego gniazda spędzał święta, czy to Wielkanoc czy Boże Narodzenie, z rodziną, kultywując różne tradycje. Teraz nawet jeśli do tego domu mamy daleko i bywamy w nim rzadko, to właśnie na święta coś nas do niego ciągnie – chcemy wrócić i spędzić ten czas tak jak zawsze. Dla mnie Wielkanoc to właśnie taki czas, kiedy coś przywołuje mnie w rodzinne strony, by spędzić go z rodzicami i resztą rodziny.

Zachęcamy wszystkich do śledzenia kariery Mateusza Wojtasińskiego. My w Akademii Językowej Boston mocno trzymamy kciuki za jej szybki rozwój i liczymy, że nasze drogi z Mateuszem jeszcze się  nie raz skrzyżują, najlepiej podczas realizacji wspólnych projektów. Jednocześnie chcielibyśmy życzyć uczestnikom naszych kursów, lektorom, fanom, partnerom i wszystkim pozostałym spokojnych, pełnych ciepła i radosnej atmosfery świąt Wielkiejnocy!

Fot.: archiwum prywatne aktora, Akademia Językowa Boston

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>